środa, 15 marca 2006

pociąg do...

Że więcej grafiki w zdjęciu, niż samego zdjęcia? No i co z tego? Oryginał nadawał się tylko do wyrzucenia...

czwartek, 9 marca 2006

pogrzebane - kościół_2

W związku z przejawami zainteresowania zdjęciami kościoła, pozwolę sobie dorzucić do tematu bonusik.




pogrzebane - kościół

Coś, na co w Polsce nie do końca by chyba pozwolono- stary wiktoriański kościół, od lat pozostawiony samemu sobie w ruinie, w samym centrum miasta. Ogrodzenie nie zdało egzaminu; zaszedłem tam pewnego razu i zabrałem co "moje".



środa, 8 marca 2006

nowa galeria - North Wales

Dodałem właśnie zdjęcia z Północnej Walii. Link widoczny po prawej stronie bloga. Jutro, jak dobrze pójdzie, zamieszczę kilka zdjęć ze Szkocji. Tymczasem kładę się spać; pozdrowienia i uściski wszystkim ktorzy mają siłę czasem tu zaglądać...





EDIT (3 lutego 07):

Linka z powodu utraty serwera musiałem usunąć, wszelkie info w nowych postach

wtorek, 7 marca 2006

nowa galeria - Cumbria

Hej żuczki, hej chrząszcze.

Zgodnie z obietnicą, udostępniam nieco więcej zdjęć z Cumbrii. Link widoczny będzie po prawdej stronie bloga, dla pewności wklejam go też tutaj:

EDIT (3 lutego 07):

Linka z powodu utraty serwera musiałem usunąć, wszelkie info w nowych postach

Mam nadzieję, że czas spędzony w galerii nie będzie czasem straconym! Niebawem dorzucę też zdjęcia z Północnej Walii.

poniedziałek, 6 marca 2006

Ankieta_1

Ankieta. Najwyższa pora.


Czy pan na zdjęciu to:

a. Ojeciec Dyrektor T. Rydzyk?
b. Marylin Manson?
c. Brad Pitt?

niedziela, 5 marca 2006

.

Co jest trudniejsze? Kochać kogoś, i mu o tym nie powiedzieć, czy nie kochać, i nie dawać po sobie poznać, że tak właśnie jest? Zapętlać się pomiędzy światami, czy ograniczyć się do jednego? Patrzeć w oczy i udawać miłość? Nienawiść? Żal, za tym co stracone? Trudno jest żyć tak, jak w grze w szachy- ja roszadę. Ty szach-mat. Ja carpe diem.

piątek, 3 marca 2006

Halifax

Nie wiem, naprawdę nie wiem... wczoraj znajomi oszołomieni zdają mi relację z pobytu w Halifax'ie. Że zajebiście, pięknie, miasteczko na górkach, białe budynki, ogólnie jest na co popatrzeć i gdzie pochodzić. No dobra, spokojnie, nie ma problemu, jadę i ja. Wstałem o świcie, i na 9.00 byłem na miejscu. Mialem tylko dla siebie 8h na zwiedzanie. Baterie naładowane, karty pamięci puste.

No i tak zostało.

Szczerze? Miasteczko nie zrobiło na mnie praktycznie żadnego wrażenia. Może nie w tym kierunku co trzeba obrałem sobie szlak, wykluczając z trasy centrum, bo centrum to na wylot już znam. Nie zrobilem prawie w ogóle zdjęć. Pogoda dopisywała; ale ok. 15.00 rozpadał się śnieg, i to bardzo agresywnie, jak na angielskie warunki. Podejrzewam, że więcej czasu spędziłem siedząc na ławkach, wygrzewając się w słońcu z zamkniętymi oczami, niż szukając kadrów.

Właściwie... może po Cumbrii poprzeczka skoczyła tak wysoko, że nie dostrzegam już tak intensywnie 'klimatu'? Tej szczególnej rzeczywistości, której zawsze w fotografii szukałem?


Dopiero w ostatniej chwili trafiłem na ciekawe tereny, tereny które zawsze mnie kusiły- industrial... ale, tak jak już pisałem, rozpadał się śnieg, i dalsze robienie zdjęć stało się praktycznie niemożliwe. Tylko nie wiedzieć czemu, jakoś za bardzo tego nie żałuję...


Wydaje mi się, że tego miejsca najzwyczajniej nie poczułem. Nie chcę zrzucać winy na jego nieatrakcyjność- z pewnością masa ludzi zrobi tam masę ciekawych zdjęć- ja jednak zdawałem się od samego początku być z tym miasteczkiem na bakier, obrażeni na siebie jak male dzieci, i żadne z nas nie próbowało nawet przekonać drugiego, żeby sobie odpuścić... Halifax nie otworzył przede mną swych uliczek, wnęk, zaułków- zwiódł na najbanalniejsze ulice, w kierunku setek identycznych domków, na ład i porządek, w miejsca, których nawet w przeciętnym bądź co bądź Bury ze świecą trzeba by szukać.

Zdaje się, że muszę 'dokreować' Photoshopem nieco mojego świata do tego co zarejestrowałem.


środa, 1 marca 2006

jedziesz Celcjusz, jedziesz!!

Dopiero 11:45... Mam nadzieję, że się jeszcze ociepli...


UPDATE..

Stan z 13:30

kwiatex s.a.

Wczoraj urządziliśmy sobie spacerek po B&Q, takim sklepie botaniczno-narzędziowym. Wypatrzyłem sobie trzy zaniedbane kwiatki, pogryzione jakieś, czy przytrzaśnięte przez drzwi, i uwolniłem- przy kasie zaśpiewali mi jedyne 2 funty (cena za całą ekipę). W domu podlałem, szepnąłem kilka miłych słów, oczyściłem z martwych liści, i śpią teraz u mnie. Oczywiście zostały szybko ochrzczone, bo co by na to powiedział ksiądz dobrodziej?


Rzęsistek:
Kiła:


Nadżerka:

poniedziałek, 27 lutego 2006

ich troje + 10


Centrum Manchesteru, dwa dni temu na spacerze. Chillout pod ratuszem i uliczni grajkowie 100m dalej, w kierunku Exchange Square.


Zaraz kawkę ze znajomymi wypiję i w drogę. Market Street czeka!

czwartek, 23 lutego 2006

Tony Halik żyje!

Kolejny dzień podróży za jeden uśmiech. Pobudka z rana, i szybkie plany. "Blackpool? A po co tam? Słyszałem, że tam brzydko. A ja, że dziwnie jakoś. A ja nic nie słyszałem, ale koleżanka była. No i jak? Co mówiła? A nie pamiętam".
Wsiadamy panowie.
Tak jakoś wyszło, że najpierw pojechaliśmy na Peel Tower (patrz post "korba") przemyśleć całą sprawę. Przy okazji przetestować lornetkę za 5 funtów. Cóż. Chyba gołe oczy mają lepszego zooma. W każdym razie tak wiało, że szybko się zwinęliśmy, i wjechaliśmy na autostradę. Kierunek? Północna Walia. A potem się zobaczy. "Słyszałem, że tam fajne zamki są." No i czego chcieć więcej? :)


Jakoś po wczorajszej Cumbrii nie mogłem się dostosować. Szeroki kąt, teleskop, co wybrać, jak się do strzału znad biodra ułożyć. Inne emocje, inne światy, inne myśli. Chociaż nie, jedna myśl wspólna- "życie jest piękne!" Zmęczenie nie zmęczenie, ale tak mi się właśnie kołatało pod czaszką... Dziękuję wszystkim tym, bez których nie byłoby mnie tu...


Jeśli kiedykolwiek myślałem, że język Walijski to język angielski, tylko z innym akcentem, to potwornie się mysliłem.


Urok tego miasteczka (Conwy) polegał na jego dachach pokrytych niesamowitymi kominami. Tu zamieszczam jedynie przedsmak tego, co się tam na strzechach wyprawia. Reszta fotek umieszczę w galeriach, które niebawem pojawią się w postaci linków po prawej stronie bloga.


A tu ktoś życzliwy zrobił mi zdjęcie, jak wyjeżdzam na zakupy. Bez zazdrości proszę, to stary model. W garażu (w tle, ten biały) mam coś na specjalną okazję...


Wczoraj w górach, dziś nad morzem. Wyspy Brytyjskie są piękne! Zupełnie nie tak je sobie wyobrażałem. Współczuję serdecznie tym wszystim ludziom, którzy przyjeżdżają tu tylko za pieniędzmi, szybko zmieniają się w skurwysynów i nie widzą poza pracą niczego więcej. Ja żyję po to, by być w takich miejscach jak te. Jasne, że na to też trzeba mieć pieniądze. Zdobędę je. Będę pracował. Ale nie trafi mnie szlag, bo ilekroć będę miał chwilę słabości, przypomnę sobie to, czego doświadczyłem przez te ostatnie dwa dni. Dla tych chwil warto, trzeba żyć. Tylko, że to nie w każdym z nas, niestety, siedzi. A nauczyć się tego nie da...

podróż za jeden uśmiech

A co to za foch, co to za zastój? Jasne, że można nie mieć ciepliwości do porannych pompek, ale bloga tak zaniedbać? Jego wiernych fanów?

Bo to było tak, Wysoki Sądzie:

W sobotę o świcie pojechałem ze znajomymi do Cumbrii. Pogoda jak na zamówienie; słońce, bezwietrznie, cumulusy leniwie przewalają się po nieboskłonie. Cały dzień spędziłm uroczo zlany potem wspinając się po górkach pagórkach wzniesieniach. Zanim jeszcze dojechaliśmy na miejsce, tereny były całkiem ciekawe:

Potem mogło już być tylko lepiej. Praktycznie cały czas w drodze, zatrzymując się tylko żeby utrwalić to, co utrwalenia warte i to, co na karcie CF nigdy znaleźć się nie powinno, zatrzymalismy się ostatecznie w miejscu, którego nazwy nie pamiętam, ale wiem, jak wygląda:

Przełaziliśmy tam cały dzień, góry, aparat, fajni ludzie, pogoda- mieszanka stawiająca psychikę na nogi, podczas gdy fizycznie z nóg padasz... Dużo kóz, kozic, baranów jakichś się kręciło po zboczach, zaczepki szukając, ale że poczciwie wyglądały, odłożyliśmy kamienie i chwyciłem za teleobiektyw:

Ubawiłem się w każdym razie jak norka. Brak kondycji nie przesłonił mi takich widoków jak te, które zobaczyłem będąc na szczycie góry:

Do Bury wróciliśmy późnym wieczorem, a gdy kładłem się spać jeszcze przez jakiś czas przed oczyma skakały mi kozice na tle ośnieżonych szczytów. Padłem jak kawka; zresztą trochę snu mi się przydało przed następną wyprawą. Planowany cel podróży- Blackpool, angielski odpowiednik Las Vegas.