poniedziałek, 14 stycznia 2008
wtorek, 8 stycznia 2008
not funny
Ile razy musiałbym pod rząd cię upić, ile razy podpalać, tak z początku z ciekawości, potem dla satysfakcji, byś chciała się ze mną kochać?
Nierząd ma swój początek i koniec przy wyjściu z autobusu, wcześniej byłaś dla mnie tylko anonimowym tyłem głowy, jak każdy inny tył głowy za jakim stoję z rana na przystanku.
Troszeczkę się obracasz w lewo, ale nie za dużo, troszeczkę - troszeczkę to jednak o niedużo za wiele bym nie zobaczył że masz twarz. Wysyłam myśl, nieśmiałą z początku, hej jak masz na imię, czy też miałaś tak fatalny dzień, chodźmy może do, trzy kropki, potem jakiś lokal się powie, na początku niby niedosłyszy, a ja coś wymyślę w czasie, zorientuję się po głosie czy to pub czy restauracja bardziej, walniemy po kawie, tak po prostu, spontan taki, luzik w sumie niby.
Potem czerstwy scenariusz nie wiedzieć dlaczego nie idzie po mojej myśli, nie wiedzieć dlaczego, bo sam go przecież wymyślam.
Obracasz się troszeczkę, jakoś przelotnie mnie rejestrujesz. Nie masz pojęcia, że ja już na tym etapie myślę o podpalaniu dla satysfakcji. Udaję oczywiście zrównoważonego. Na uniwerku pracuję, a w torbie przez ramię mam trzeci tom Sapkowskiego i firmowego pendrive’a 2GB, ale nie tylko, bez przesady, gumy orbit, notes jeszcze i karty Bicycle. Przeciętniak taki zrównoważony że aż szczypie w oczy, na dodatek z nadwagą a to jakoś dziwnie moim zdaniem dewiantów wyklucza.
Ser feta, oliwki.
To jak wrócę.
Tak mi o pokarmie coś przez myśl przebiegło między myślami, ale reflektuję się, wracam na właściwy kurs. Titanic mógł się pomylić, ja w swoim dryfowaniu nie widzę kataklizmu na horyzoncie. Nie teraz, proszę, ledwo co śnieg spadł, zimę uwielbiam, na zimę czekałem, a ty sobie tak po prostu pójdziesz i cała zima w pizdu i śnieg też już not funny będzie?...
Wiec stoisz na tych schodach, schodku właściwie, bo to autobus tak zwany niskopodłogowy, tak zwany, bo moim zdaniem podłoga zazwyczaj jest nisko, oczy wiadomo jak to oczy, spotkały się na chwilę, dla jednych to norma dla drugich juz scenariusz, cos tam poprawiam z kurtką niepotrzebnie, chyba żeby tak w dziubek nie sterczała śmiesznie z piersi, ale choć wewnątrz mało to ambitne to na zewnątrz ruch w przestrzeni robię, takie szamotanie ostatnie, może twój kurs zachwieje, może tez nagle zaczniesz mieć fatalny dzień.
Ale nie, ruszasz twardo, po męsku, jak to tylko możliwe tylko w przypadku delikatnych kobiet, przed siebie i znikasz w zaspie. Przed wyjściem złapałaś się jeszcze poręczy, bo ślisko, a ja odebrałem to jako „papa”, wyciągnięta dłoń ku górze pozdrowienie oznacza, oczytany jestem generalnie i z mowy ciała też nie osesek.
Nikt mi tu w scenariusz pluć nie będzie, że przynajmniej pożegnać się nie chciałaś.
wtorek, 1 stycznia 2008
2008
niedziela, 23 grudnia 2007
środa, 19 grudnia 2007
wtorek, 4 grudnia 2007
reklamy
Nie sztuką jest zareklamować w ten sposób auta - mają piękne, opływowe kształty. Nie jest wyzwaniem przemycić dziką namiętność do obrazu z Kinder Bueno - ma niepowtarzalny kształt i kolor... Płatki śniadaniowe, skarpety, środki czyszczące - wszystko ocieka seksualnym napięciem, eksploduje nam w twarz promocjami, zmusza nasze członki do działania.
Tyle na temat reklam. Teraz pojawia się pytanie- jak zareklamować charytatywny portal, zbierający pieniądze na głodne dzieci, tak, aby nie obrazić księży i zarazem wzbudzić ciekawość dewiantów?
niedziela, 25 listopada 2007
czwartek, 22 listopada 2007
antypoezja
z włosami pięknej kobiety
w ustach
a nie jak zwykle
ze swoimi własnymi
zassanymi przez sen
z podłogi
zła ryba
Wsiadamy do bryki co jeździ na gazie
Odchylam fotel bo jestem za duży
Dociskam pedał spod kół się kurzy
Na fotelu obok siedzi panienka
Wacek się wychylił,
Mówi że wymięka
Bierzemy szybko zakręt
W hip hopowym rytmie
Ziomal z tyłu krzyczy
-"Ale jeździsz sprytnie!"
Uśmiecham się pod nosem
Wąs w śluzówkę drapie
Centruję kierownicę
Drążek biegu łapię
Wrzucam śmiało 4-kę
Cichy zgrzyt w silniku
Ziomal gin otwiera-
A ja na odwyku!
Dwa spojrzenia cięte
Butla do plecaka
-"Pilnuj się JOŁ MEN!!
Mam na ciebie haka!!"
Ziomo lekko oklapł
I przylepił się do szyby
Szybko sen go zmorzył..
"Aaagh! Szczupaki! Ryby!"
Przestraszył mnie trochę
Jego krzyk koszmarny
Ale o nic nie pytam,
Nie chcę być nachalny
Płeć piękna zerka na mnie
Kiwa palcem po dwa razy
Tajemnica rozwikłana:
Ziomo ma psychiczne urazy
Po tym wyjaśnieniu
Mam pocieszyć chętkę
Wołam do śpiącego:
"Hej! pożyczę ci wędkę!"
Kolega kiwnął głową smętnie
Widać, że się jeszcze dąsa...
Nagle się ożywił:
"A czy ryba mocno kąsa?"
wtorek, 20 listopada 2007
userbar
Nie mam w tej kwestii wyrobionego zdania, generalnie nie interesuje mnie, czy ktoś wie, że piję Lecha, palę Camele, czytam Pielewina i słucham Black Heart Procession, ale pomyślałem, że może kilka takich userbarków wyprodukuję, choćby tylko dlatego, że lubię grzebnąć w Photoshopie (zapomniałbym- Photoshop user :)). W każdym razie zawsze to jest jakaś forma ekspresji, takie haiku wśród grafik :)
Post będzie aktualizowany, a link do niego przypięty w menu po prawej stronie bloga. Co jakiś czas proszę zainteresowanych o sprawdzenie zawartości, kilka niebanalnych userbarów z pewnością się pojawi, oczywiście do nieograniczonego ściągnięcia i używania.
Mile widziane również będą sugestie.

Zwykłe UB będą wrzucane na portfolio, tu postaram się umieszczać raczej mniej oklepane motywy.
edit 5.12.07

edit 19.12.07










