sobota, 3 października 2009
czwartek, 17 września 2009
piątek, 4 września 2009
środa, 2 września 2009
wyprzedaż dla Behemotów
nowy blog pejota
Wszystkich zainteresowanych procesem domowego warzenia piwa zapraszam na bloga
www.browar-elefant.blogspot.com
Staram się tam maksymalnie szczegółowo opisać moje zmagania z tym pięknym hobby. Dużo zdjęć, czytelne opisy. Może i Wy macie ochotę spróbować?...
Z lagerowym pozdrowieniem
Wasz pejot.
Wasz pejot.
niedziela, 30 sierpnia 2009
piątek, 28 sierpnia 2009
piątek, 14 sierpnia 2009
środa, 12 sierpnia 2009
browar ELEFANT
Panie i Panowie, z wielką radością chciałbym zakomunikować, że od połowy sierpnia 2009 r. rusza browar domowy Elefant. Docelowo specjalnością minibrowaru mają stać się piwa pszeniczne, ale zanim to nastąpi, skupiamy się na lagerach.

Pięć pierwszych osób, które skomentują posta, dostanie od autora bloga butlę świeżo uwarzonego piwa - tym bardziej cenne, że z pierwszej warki!

Pięć pierwszych osób, które skomentują posta, dostanie od autora bloga butlę świeżo uwarzonego piwa - tym bardziej cenne, że z pierwszej warki!
niedziela, 9 sierpnia 2009
zakup miesiąca
To stało się tak nagle.
Poszliśmy do sklepu po piwo, rzecz normalna, codzienna, rutyna rzec by można.
Przy kasie zobaczyłem coś takiego. W pierwszej chwili pomyślałem, że może to żart, w drugiej, że chyba termin przydatności do spożycia minął w 1999r. Ale nie. Okazało się, że piwo po prostu NIE SCHODZI.

Panie i Panowie, Paulaner Dunkel za 2 zł / but. Przypomnę: Polska, 2009r.
Poprosiłem o wszystko, co mają na zapleczu.
Niestety, na zapleczu pani miała jedynie 3 sztuki. Czwarta, to ta która stała przy kasie (oczywiście ją też zgarnąłem). Pani zaczęła zdzierać z niej metkę, ale ją powstrzymałem, bo nikt by mi nie uwierzył.
Dla niewtajemniczonych wyjaśnię: Paulaner, to wyborne, niemieckie pszeniczne piwo, które normalnie kosztuje ok. 6 zł.
Poszliśmy do sklepu po piwo, rzecz normalna, codzienna, rutyna rzec by można.
Przy kasie zobaczyłem coś takiego. W pierwszej chwili pomyślałem, że może to żart, w drugiej, że chyba termin przydatności do spożycia minął w 1999r. Ale nie. Okazało się, że piwo po prostu NIE SCHODZI.

Panie i Panowie, Paulaner Dunkel za 2 zł / but. Przypomnę: Polska, 2009r.
Poprosiłem o wszystko, co mają na zapleczu.
Niestety, na zapleczu pani miała jedynie 3 sztuki. Czwarta, to ta która stała przy kasie (oczywiście ją też zgarnąłem). Pani zaczęła zdzierać z niej metkę, ale ją powstrzymałem, bo nikt by mi nie uwierzył.
Dla niewtajemniczonych wyjaśnię: Paulaner, to wyborne, niemieckie pszeniczne piwo, które normalnie kosztuje ok. 6 zł.
sobota, 25 lipca 2009
czwartek, 23 lipca 2009
wakacje z Kononowiczem
Lato, upał, resztki kaca. Jak kreatywnie wykorzystać ten stan ducha? Można zostać w domu. Można pooglądać TV. Można poczytać. Albo pojechać na wysypisko śmieci.

Ta trójka na pewno nie była zawiedziona. Ogólna wesołość i przyjacielska atmosfera (bałbym się użyć określenia "rodzinna") ogarnęła wszystkich podczas wjazdu terenowym samochodem na szczyt góry śmieci. Mimo straszliwego upału i smrodu (mówię o wysypisku) bawiliśmy się jak dzieci.

Niemymi obserwatorami były wszechobecne bociany. To dumne i piękne ptaki, choć niektórzy uważają je za zwierzęta. Traktowały nas z pewną taką wyższością. Nie dadzą nam zapomnieć, że od nich pochodzimy.

Niezapomniane wrażenia, o zachodzie słońca uchwycić odlatujących w bezkresną dal przodków.

Tydzień temu przez przypadek wyrzuciłem do kosza całkiem sprawny długopis. Niestety, nie udało mi się go tutaj odnaleźć. Pewnie zabrał go sobie ktoś z sortownicy, miał taką przyjemną niebieską nakrętkę.

Próbowałem czegoś się dowiedzieć, ale nawet po naciskach szefów wysypiska i przedstawicieli polityki pracownicy udawali, że nie wiedzą o jaki długopis chodzi.

Ale i tak się domyśliłem, kto go znalazł i nic nie powiedział.

Ta trójka na pewno nie była zawiedziona. Ogólna wesołość i przyjacielska atmosfera (bałbym się użyć określenia "rodzinna") ogarnęła wszystkich podczas wjazdu terenowym samochodem na szczyt góry śmieci. Mimo straszliwego upału i smrodu (mówię o wysypisku) bawiliśmy się jak dzieci.

Niemymi obserwatorami były wszechobecne bociany. To dumne i piękne ptaki, choć niektórzy uważają je za zwierzęta. Traktowały nas z pewną taką wyższością. Nie dadzą nam zapomnieć, że od nich pochodzimy.

Niezapomniane wrażenia, o zachodzie słońca uchwycić odlatujących w bezkresną dal przodków.

Tydzień temu przez przypadek wyrzuciłem do kosza całkiem sprawny długopis. Niestety, nie udało mi się go tutaj odnaleźć. Pewnie zabrał go sobie ktoś z sortownicy, miał taką przyjemną niebieską nakrętkę.

Próbowałem czegoś się dowiedzieć, ale nawet po naciskach szefów wysypiska i przedstawicieli polityki pracownicy udawali, że nie wiedzą o jaki długopis chodzi.

Ale i tak się domyśliłem, kto go znalazł i nic nie powiedział.
środa, 22 lipca 2009
Bóg dał mi znak
Od rana już miałem taki lekko czepliwy nastrój. A to przycisk w pilocie od telewizora wytarty bardziej niż inne, a to uszko w kubku nie na tej wysokości co trzeba, a to klamerka zielona obok czerwonej na balkonie, a dziś mnie takie zestawienia drażnią.
Jadę do pracy rowerkiem, mijam różne rzeczy po drodze, od znanych, jak krawężniki czy mlecze, po bardziej egzotyczne jak kosz na śmieci czy zielone światło na przejściu. No ale nieważne.
Nagle Pan zesłał mi znak, a raczej tablicę.

Patrzę, lekko nie będzie. Wyzwanie ewidentne. Normalnie bym zostawił, huk, niech inni się męczą, ale nie, nie dziś. Nie w Dniu Uszka od Kubka Wyżej Niż Trzeba.
Rachuję jak w instrukcji. Prosta sprawa, bo z zerem łatwo się mnoży. 10076047060.
Co do ch..., myślę. Ani pod to zadzwonić nie idzie, ani uwierzyć się nie chce, że mają tyle tablic. Sprawdzam w google. O proszę, 1 wynik wyszukania na tyle stron w sieci. Strona japońska. O amebach.
Nie tędy droga, myślę (to nie tak, że boję się ameb). Ślepy zaułek.
Gdzieś musi być haczyk. Spróbujmy inaczej:
Tu już nam coś wyszło. Początkowo traktowałem jedną z liter jako "N", ale wynik wychodził absurdalny - 7. Przyjrzałem się tablicy raz jeszcze. No jasne! To nie jest przecież nic nie mówiące "DOWYNAJĘCIA", tylko "DOWYHAJĘCIA". Mozolne obliczenia raz jeszcze. I jest. Nagle wszystko składa się w logiczną całość. Mamy wynik - 1. Poprzednio wyszło mi 4. Teraz 1. Sumujemy - daje nam 5.
Czy trzeba coś więcej tłumaczyć? 5. Od piątki, sprawdziłem, zaczynają się w polsce numery telefonów komórkowych. Czyli, uwaga, numer na tablicy jest numerem telefonu.
Czegoś jednak nadal mi brakuje.
Sumuję wszystkie znaki na tablicy. Razem 20. Na miecz Pana! To jest odpowiedź! Mają 20 takich tablic! Cholerny żartowniś nie mógł jasno określić: "zadzwoń pod numer (...), tablic mamy tyle a tyle". Reklama powinna być prosta do bólu, czytelna dla każdego. A nie jakieś całki i dzielenie.
Sprytnie, kolego. Ale nie trafiłeś na jełopa.
Jadę do pracy rowerkiem, mijam różne rzeczy po drodze, od znanych, jak krawężniki czy mlecze, po bardziej egzotyczne jak kosz na śmieci czy zielone światło na przejściu. No ale nieważne.
Nagle Pan zesłał mi znak, a raczej tablicę.

Patrzę, lekko nie będzie. Wyzwanie ewidentne. Normalnie bym zostawił, huk, niech inni się męczą, ale nie, nie dziś. Nie w Dniu Uszka od Kubka Wyżej Niż Trzeba.
Rachuję jak w instrukcji. Prosta sprawa, bo z zerem łatwo się mnoży. 10076047060.Co do ch..., myślę. Ani pod to zadzwonić nie idzie, ani uwierzyć się nie chce, że mają tyle tablic. Sprawdzam w google. O proszę, 1 wynik wyszukania na tyle stron w sieci. Strona japońska. O amebach.
Nie tędy droga, myślę (to nie tak, że boję się ameb). Ślepy zaułek.
Gdzieś musi być haczyk. Spróbujmy inaczej:
Tu już nam coś wyszło. Początkowo traktowałem jedną z liter jako "N", ale wynik wychodził absurdalny - 7. Przyjrzałem się tablicy raz jeszcze. No jasne! To nie jest przecież nic nie mówiące "DOWYNAJĘCIA", tylko "DOWYHAJĘCIA". Mozolne obliczenia raz jeszcze. I jest. Nagle wszystko składa się w logiczną całość. Mamy wynik - 1. Poprzednio wyszło mi 4. Teraz 1. Sumujemy - daje nam 5.Czy trzeba coś więcej tłumaczyć? 5. Od piątki, sprawdziłem, zaczynają się w polsce numery telefonów komórkowych. Czyli, uwaga, numer na tablicy jest numerem telefonu.
Czegoś jednak nadal mi brakuje.
Sumuję wszystkie znaki na tablicy. Razem 20. Na miecz Pana! To jest odpowiedź! Mają 20 takich tablic! Cholerny żartowniś nie mógł jasno określić: "zadzwoń pod numer (...), tablic mamy tyle a tyle". Reklama powinna być prosta do bólu, czytelna dla każdego. A nie jakieś całki i dzielenie.
Sprytnie, kolego. Ale nie trafiłeś na jełopa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











